niedziela, 13 maja 2012

*34 "pieczone" jabłka i troszeczkę pozytywnego kopniaka:))

Witajcie Kochaaaaaaaaani! :)

W książce Natalie Rose znalazłam przepis na "pieczone" jabłka - oczywiście wypróbowałam, bo jakżeby inaczej. A więc po zrobieniu prezentowały się tak:



1 jabłko pokrojone w plasterki
1/4 łyżeczki mielonego cynamonu
1/4 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
1/4 łyżeczki mielonych goździków
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
2 łyżki syropu klonowego, albo surowego miodu

Mieszamy wszystko oprócz jabłek oczywiście, nakładamy miksturę na plasterki i szamamy:)

Można jeść od razu, ale jak się poczeka z 2 godzinki to jabłka przesiąkają tym smakiem przypraw i jest też cudowne!
Pieści podniebienie, a dla ludzi, którzy kiedyś jedli pieczone jabłka będzie idealnym deserem, bo nie ma w smaku żadnej różnicy oprócz takiej, że wersja w/w jest zdrowsza, żywsza i daje nam czystą, piękną energię!!! :))




A teraz odrobina inspiracji:
Znalazłam wczoraj genialną osobę - na facebook'u znajdziecie ją jako Raw Rebecca, a jej blog znajdziecie tutaj 


Niesamowicie obrazowo pokazuje jak szybko można zmienić siebie, swoje ciało, swoje życie za pomocą jedzenia surowych warzyw i owoców i picia soków:)
Link do którego Was pokierowałam jest akurat do części bloga w której jest napisane "Kim jest Rebecca" i spójrzcie jak zmieniła się w przeciągu 7 miesięcy. Inspirujące, prawda? Ale uważasz, że nie wystarczająco?
Wejdź tutaj . Pepsinka inspiruje w bardzo dosadnych słowach (cytując)

"Nie jedz przetworzonego gówna, bo umrzesz od tego z brzydkim i śmierdzącym wnętrzem. Jedz ładne, proste rzeczy, żebyś się mogła swoją kupą przed wszystkimi pochwalić. I niech ona będzie nawet ogromna, ale świeża i oczyszczająca dla twoich trzewi, a nie te spieki bolesne co je w ubikacji zostawiasz po jedzeniu rzeczy z półek hipermarketu w kolorowe beznadziejne marketingi opakowane."

Jest genialna? Owszem, jest genialnym Pepsinkiem. Powiem więcej - każdy z Was jest genialnym, cudownym człowiekiem, jeśli postanowiłaś/eś postawić na swoje zdrowie, życie i piękne wnętrze, a nie na proste, brzydkie i nie żywe jedzenie łatwe do ściągnięcia z półki w supermarkecie opakowane w kolorowe pudełeczka i naładowane niewidzialną, zabijającą nas chemią.
Jeśli jesteś taką osobą, która nie poszła na łatwiznę i wykazujesz coś "ponad" to powiem coś, co może nie jest dla Ciebie ważne, ale INSPIRUJESZ TAKIE OSOBY JAK JA! Swoją postawą, swoim podejściem i postanowieniem. Jesteś niesamowitym, motywującym człowiekiem! Jestem z Ciebie dumna! I jest to dla mnie zaszczyt Cię poznać! :)


mój "popcorne" przed TV ;)


Słuchajcie - codziennie rosną na sile, bo jesteście. Bo macie doświadczenie, bo macie pasję, bo widzicie sens. Bo traktujecie to jak styl życia, a nie jako dietę p.t. "zrzuć w miesiąc 30 kg, a potem znowu jedz śmieci i wpadnij w efekt jojo".
Jesteście niesamowicie mądrymi i wartościowymi osobami. Macie dobre, piękne serca i wrażliwość na innych. To inspiruje mocniej niż jakiekolwiek certyfikaty czy dyplomy. 
Wasze zewnętrze i wewnętrzne przemiany są świadectwem Waszej dojrzałości, bo tylko dojrzały, piękny człowiek jest w stanie zrobić w swoim życiu rewolucję, zrezygnować praktycznie ze wszystkiego co je się w naszym świecie i rzucić sobie wyzwanie na resztę swojego życia, by jeść mądrze, by jeść zdrowo, by być czystym nie tylko na zewnątrz, gdy umyjesz się mydłem, ale przede wszystkim, być naturalnie czystym wewnątrz, bez jakiś herbatek przeczyszczających czy wspomagaczy tabletko-saszetkowo-podobnych.

I to będzie jedna z 5 moich rzeczy za które codziennie dziękuję - będziecie to WY. Wszyscy i każdy z osobna. Za to, że jesteście żywą reklamą, że surowe życie to najcudowniejsze co człowiek może dla siebie zrobić:)

Dziękuję Wam!



Uśmiecham się dzięki Wam, dzięki pysznemu jedzonku i dzięki rewolucji w życiu, którą sobie zafundowałam. Moje życie to dar, im bardziej w to wchodzę, tym bardziej to czuję!

Jestem szczęściarą!
:)



Cudownej, magicznej i smacznej niedzieli! :*

sobota, 12 maja 2012

*33 Bataty czyli słodkie ziemniaki:)


BATATY

100 g batatów zawiera: 1,2 g białka, 0,6 g tłuszczu, 21,5 g węglowodanów, 2,5 g błonnika, 320 mg potasu, 47 mg fosforu, 22 mg wapnia, 19 mg sodu, 13 mg magnezu, 0,7 mg żelaza, 2,5 mikrograma witaminy A, 0,04 mg witaminy B1, 0,1 mg witaminy B2, 0,06 mg witaminy PP, 0,22 mg witaminy B6, 25 mg witaminy C, 4 mg witaminy E (najwięcej wśród warzyw), 52 mikrogramy kwasu foliowego, 320 mg potasu, 47 mg fosforu, 22 mg wapnia, 19 mg sodu, 13 mg magnezu, 0,7 mg żelaza. Bataty zawierają również beta-karoten i polifenole, substancje o działaniu przeciwutleniającym.


Moja opinia? Wygląda i smakuje jak marchewka :)) ale same pozytywy, pyszne w sałatce, da się super nim najeść. Polecam:)


P.S.
Chcę być z Wami obecna codziennie, ale zbieram informacje na pewien temat, dlatego piszę od wczoraj tak krótko, bo nie chcę Was zarzucać przydługimi nudnymi postami:) lepiej teraz krótko i zwięźle, a później będzie wielkie BUM :)) Idę zjeść jabłko. Buziak:*

piątek, 11 maja 2012

*32 czyli jakiego kopa energetycznego dają zielone szejki:)

Witam Skarabeusze!

Dziś na własnej skórze poczułam jakiego kopa dają szejki.
Bo w planach dziś na 10 miałam 2 godziny tenisa. Pogoda w Polsce jaka jest widać - u mnie na Śląsku 27 stopni, piękne bezchmurne niebo, baaaardzo ciepło.
Tak więc po spacerku z psiakiem o 7 postanowiłam że wszamam szejka, który będzie lekki, a da mi energii na 2 godziny biegania z rakietą.

Kochani... ja codziennie jem szejka. Codziennie zielonego. Ale dziś... Nie wiem, chyba dołożyłam w te banany jeszcze energię z kosmosu, a kiwi naładowały się energią przez moje myśli;)

Mój szejk - garść szpinaku, 2 banany, 2 kiwi.
Nie dość, że jechałam NA ROWERZE na kort (ok. 20 minut), grałam bite 2 godziny, a potem wróciłam na rowerze oczywiście, to jeszcze jak przyszłam, poszłam na targ po owocki, potem wróciłam, poszłam z psiakami na spacer i i obiad jadłam 14:30.

7 godzin naładowana ponad miarę:D Cudowne uczucie:)




Niech moc banana będzie z Wami!
:)

czwartek, 10 maja 2012

*31 - miesięcznica mojej diety surowej, kilka niechwalebnych faktów i moje postanowienia.

Aloha Przecudy moje!

Jako, że dziś mam takie swoje małe święto związane z pierwszą miesięcznicą na surowym, postanowiłam napisać coś typowo od siebie. Nie stosując się do żadnych stron internetowych i innych takich. Przekażę Wam trochę tego co zaobserwowałam przez ten miesiąc, od kiedy jestem bardziej świadoma tego jak jedzenie wpływa na człowieka.

I będą to te "niechwalebne fakty" z tytułu posta.

Po 1. Ludzie są wygodni.
Już tłumaczę - nie chodzi tutaj akurat teraz o to, że nie zażywają aktywności W OGÓLE (tym też się zajmę, ale zaraz), ale o to, że ludzie są leniwi, bo wolą jeść nieżywe, niezdrowe, puste jedzenie od jedzonka żywego.
Zaobserwowałam to na uczelni, wśród moich znajomych, ale też na ulicy, czekając na tramwaje itd. To widać WSZĘDZIE.
Ludzie mają tą godzinę 10/11/12. Powiedzmy, że zjedli śniadanie (jestem optymistką. Bo akurat w błogosławieństwo śniadania wierzę uparcie, cokolwiek by o nim nie pisali) około 6/7, więc o tej 11/12 coś ich ssie. Ma prawo. Mnie też ssie. I co ludzie robią? Ludzie kupują drożdżówki. Kupują białą bułkę i frankfuterkę. Kupują serek homogenizowany/jogurt. Kupują batona. Nie, nie batonA. BatonY. Bo jeden nie wystarczy. Kupują napój izotoniczny żeby się pobudzić. Bąbelkowe coś z kofeiną. Ci co "dbają o siebie" kupują rzekomo 100% sok pomarańczowy/jabłkowy/z czarnej porzeczki/bla/bla/bla.
W mojej głowie włączyła się lampka - czy Oni wiedzą co robią sobie tym jedzeniem??? Czy żyjąc w XXI wieku, mając dostęp do internetu, mnóstwa gazet medycznych, poradników żywieniowych, telewizji, naprawdę uważają, że takie jedzenie wnosi coś pozytywnego w ich życie?
Nie. Oni po prostu są wygodni. Bo więcej jest sklepów w drodze na tramwaj/autobus/do auta/szkoły/uczelni/pracy które oferują takie produkty. Wchodzisz do jednego sklepu i masz całe drugie śniadanie. Drożdżówka + paczuszka (malutka, bo dbamy o linię, wiosna w końcu przyszła) orzeszków w ciemnej (bo zdrowsza) czekoladzie + napój gazowany napełniony kofeiną (+ inną chemią) + batonik. A już w ogóle, moje obrzydzenie sięga zenitu, jak wchodzę do sklepu i tam są gotowe kanapki w lodówkach. I co najlepsze, pisze na takiej np. WEGETARIAŃSKA.Z SZYNKĄ. Z PIECZARKAMI. No wtedy to mi już wszystko staje w gardle. Gotowe TO COŚ ma być dla mnie dobre, bo? Bo co? Bo niby ma wszystko,ale... nie wiem, mnie to nie przekonuje, wybaczcie. Zapakowane w folie, przygniecione w tej lodówce jogurtami i serkami, mam to wziąć, wyjąć i tak zjeść? Nieeee, co to to nigdy.



Po drugie - ludzie są leniwi.
Ruch? Do auta na podwórko i z auta do pracy. Do domu droga na odwrót. No może jeszcze po supermarkecie się przejdę pod który wcześniej podjadę. Ale to kupię w tym supermarkecie chipsy, bo się wykamałam dzisiaj. Siaty takie ciężkie. Musiałam wnieść. Do windy. Z auta. A auto pod domem. No przecież CIĘŻKIE SIATY!
Muszę mówić dalej?
Rower w piwnicy. Rolki w szafie. Pies spasły bo na spacery też nie chce nam się wyjść. A kiecki i spodnie kurczą się w praniu. Ja przecież nie przytyłam. Tyle robię w ciągu dnia, że na pewno nie!

Ludzie są leniwi. I w dodatku w tym lenistwie tak zakotwiczeni, że sami siebie oszukują, że dobrze robią nic nie robiąc. Tzn. że nie mają czasu. Smutne. Bo nieprawdziwe. Bo zawsze znajdziesz nawet tylko 15 minut na rozciąganie. ZAWSZE ZNAJDZIESZ. Nie musisz oglądać tej telenoweli, wierz mi, to co ciekawe wydarzyło się 3000 odcinków temu. A jak jesteś zmęczony po pracy to - tutaj też święcie w to wierzę - nic tak nie działa jak ruch! Więc ruchy karaluchy. Jak to teraz czytasz, odłóż na chwilę i zrób 30 przysiadów. Albo 30 pajacyków. Co tam, zrób jedno i drugie! Od razu będzie Ci lepiej.



Po trzecie - ludzie nie słuchają siebie nawzajem.
Patrz - moja Babcia.
- Babcia: Chciałabyś coś zjeść kochanie?
- ja: Nie Babciu, nie jestem głodna.
- Babcia: A pić?
- ja: Nie Babciu, dziękuję.
- Babcia: A to patrz, tutaj mam takie czekoladki z nadzieniem, weź sobie.
- ja: Nie Babciu, dziękuję. Mówiłam Ci przecież, że jestem surową weganką. Że nie jem takich rzeczy.
- Babcia: Aha, no tak, mówiłaś, że tylko warzywa i owoce...
Minęły może z 3 minuty. Przylatuje Babcia z kuchni z talerzem.
- Patrz Kochanie, ciasto ze śliwkami! Śliwki to owoce to zjesz, prawda?

I całe tłumaczenie na nowo. I nadal nie zrozumiała. Babcia chwaliła się mojej Mamie, że kupi warzywa, owoce, sery, bo w końcu jestem weganką i nie jem mięsa.

Pocieszam się dwiema sprawami - po 1. pamięta chociaż, że nie jem mięsa;) po 2. może za którymś kolejnym razem zrozumie w końcu czym jest weganizm a z czasem czym jest mój witarianizm.:)

Ja nigdy nikogo nie próbowałam na siłę zmieniać. A przechodząc miesiąc temu na surowe nie zabierałam nikomu z bliskich chleba z przed ust, albo nie wyrywałam pitej kawy. Bo ja nie jestem żadną Alfą i Omegą. Sama się uczę, eksperymentuję, pracuję nad sobą. Jedyne co mogę dać to moje póki co 31- dniowe doświadczenie, moją wiedzę z artykułów, książek i filmików. I mogę dać jeszcze coś - pyszne, surowe jedzenie.





Kończąc z tym co złe, czas na moje przemyślenia po tym miesiącu na surowym stylu życia:
1. Brzuch mniej świruje.
2. Mam więcej energii.
3. Pracuję efektywniej.
4. Wyciszyłam się, uspokoiłam.
5. Zeszczuplałam.
6. Więcej się uśmiecham.
7. Bardzo dobrze śpię i co noc mi się coś śni.
8. Pracuję nad sobą wewnątrz - rozliczam się z przeszłością, nie analizuję tyle, staram się żyć tu i teraz.

:))

Z postanowień na nadchodzący miesiąc mam ograniczyć do minimum telewizję. Te kwadratowe pudło za długo wyznaczał mój cykl dnia. Chcę ten czas przeznaczyć na coś inspirującego. Chcę wpaść w jogę, zatracić się w niej, chodzić po parku na bosaka, biegać w okół stawów i zorganizować Eurotrip. Chcę znaleźć pozytywnie zakręconych ludzi, siedzieć na środku trawnika i rysować ptaki i położyć się na środku drogi o 3 nad ranem.


I tymi pozytywami zakończę dzisiejszy post.
Mając nadzieję, że gdzieś tam, ktoś przeczyta tę notkę i ze zwykłego zjadacza chleba oświeci go, że może stać się kimś lepszym dla samego siebie - może stać się kolejnym suroświrem jak my:)


Całuję, ubrana w pozytywy i promienie słońca:*

środa, 9 maja 2012

*30 Mesajah, joga i surowe burgery:)

Na początek, by pozytywnie nastroić się na ten piękny dzień włączcie sobie i wsłuchaj się z zamkniętymi oczami w słowa którejś z piosenek Mesajah'a:






Ja dziś, dzięki 3dniowej imprezie na mojej uczelni mam to szczęście, że usłyszę Go dziś wieczorem na żywo:) Już czuję, że wyjdę naładowana pozytywami z tego koncertu:)

Druga sprawa: przepis na ziołowe "burgery" z salsą ze strony Mantra Zdrowia :)


Nie będę tutaj wypisywać składników - kliknij tutaj i sam wypróbuj:) zabłądź też w tą stronę bardziej i zobacz co jeszcze oferują:)


I ostatnia na dziś sprawa - postanowiłam co jakiś czas odkrywać przed Wami kolejne pozycje z jogi, na co wpływają, jak je wykonywać krok po kroku:)

Na sam początek - Tadasana (pozycja Góry).

"Jest to podstawowa asana. Wiele osób myśli, że góra jest łatwą pozycją, bo cóż może być trudnego w staniu na nogach. Wiele czasu spędzamy na nogach lecz najczęściej jesteśmy nieświadomi tego jak stoimy. Stoimy nierówno na stopach, często na jednej nodze, wypychamy brzuch, pochylamy barki i głowę. Stać w doskonałej równowadze, nieruchomo i świadomie jest bardzo trudno. Gdy stojąc zamkniesz na chwilę oczy, to poczujesz jak się poruszasz w różne strony. Każde wychylenie jest związane z powstaniem napięcia. Trzeba stać prosto, być w pełni wyciągniętym w osi pionowej i jednocześnie mieć rozszerzoną klatkę piersiową na całym obwodzie. Sztuką jest to zrobić, ale zachowując normalny oddech i rozluźnioną twarz. Gdy opanujesz dobrze tadasanę, to wiele innych pozycji będziesz wykonywał bardziej harmonijnie, np. pozycje stojące, pozycje odwrócone." [ze strony http://www.joga-joga.pl/pl102/teksty9/Tadasana]

1. Stań prosto, ręce wzdłuż tułowia, głowa patrzy przed siebie, stopy równo - paluchy i kostki obu nóg dotykają się.
2. Rozszerz palce stóp tak by wszystkie dotykały podłogi, rozłóż ciężar równomiernie na obu stpach.
3. Teraz zamknij oczy i wyczuj podeszwy stóp, oddychaj świadomie, skoncentruj się.
4. Podciągnij rzepki, napnij mięśnie ud, wyprostuj nogi.
5. Bądź świadomy obciążenia stóp - rób to równomiernie, zauważ czy nie masz złych nawyków np. przesadnego obciążania pięt, lub przechylania się na palce.
6. Opuść barki, skieruj palce dłoni do ziemi, wyobraź sobie, że głowa "wyrywa się" w górę, wyciągając cały kręgosłup, a palce dłoni ciągną do ziemi.
7. Oddychaj w tej pozycji przez minutę, świadomy energii jaka przepływa przez Twój kręgosłup.

[zdjęcie ze strony http://www.szkolajogi.com.pl]


Działanie:
- przy problemach z kręgosłupem
- rozciąga i uelastycznia kręgosłup
- wzmacnia biodra, kolana i kostki
- koryguje płaskostopie i wady postawy
- daje poczucie równowagi


A na koniec:
"Ci co znaleźli miłość prawdziwą! Swoje szczęście odnajdą.
Ci którymi nie rządzi chciwość, nie, Swoje szczęście odnajdą.
Ci co wiedzą co to uczciwość. Swoje szczęście odnajdą.
Masz przy sobie ludzi, którzy zawsze Ci pomogą. Murem staną za Tobą więc doceń to.
"
[Mesajah ft Kamil Bednarek "Szukając szczęścia"]

Skarbyyy, nasze szczęście jest tu i teraz! DOCENCIE TO! :))
Buziaki :*

wtorek, 8 maja 2012

#29 joga i "Projekt szczęście"

Bo w rękach od dziś ta oto pozycja:


Więc szykujcie się w najbliższych dniach na recenzję książki:)

Poza tym "joguję" się, bo jak powiedziała Ewcia w którymś filmiku (zresztą ja o tym już słyszałam wielokrotnie), że by wyrobić nawyk, należy robić daną rzecz przez 21 dni codziennie i wtedy wejdzie w krew. Tak planuję z jogą, bo ja wręcz pragnę, by weszła mi w krew:)))


A wiecie kto jest dla mnie mega inspiracją? Oto Ona, moja Inspiracja - przed Państwem Rainbeau Mars:




Buziaki!!! :*

poniedziałek, 7 maja 2012

*28 a coś o witarianiźmie i o mleku kokosowym

Na stronie Mantra Zdrowia (kliknij w nazwę, by przejść do strony) znalazłam mnóstwo fajnych informacji o jedzonku, jakieś pyszne potrawy i patrzę na zakładkę "Surowa dieta" i kliknęłam i tam znalazłam coś co już czytałam wielokrotnie, ale chyba ani razu w ciągu tych 28 dni nie wrzuciłam tego na bloga - czyli co to w ogóle jest ten witarianizm, jakie korzyści przynosi, kto go propaguje, gdzie znaleźć informację. Dlatego korzystając z uprzejmości strony Mantra Zdrowia pozwolę sobie Wam zacytować co tam znalazłam:




"Witarianizm czyli jedzenie na surowo oznacza spożywanie warzyw, owoców, nasion, orzechów i ziół w naturalnej i nieprzetworzonej formie lub po podgrzaniu w temperaturze nieprzekraczającej 47 °C.

Trochę historii

W 1930 roku przeprowadzono badania w Szwajcarskim Instytucie Chemii Klinicznej pod kierunkiem Dr Paul Kouchakoff, które miały dotyczyć wpływu żywności gotowanej i surowej na układ immunologiczny. Stwierdzono, że jeśli człowiek spożywa gotowaną żywność, jego krew reaguje natychmiast poprzez zwiększenie liczby białych krwinek. Jest to zjawisko znane jako leukocytoza pokarmowa i oznacza wzrost liczby leukocytów (białych krwinek) w krwi.

Od zawsze leukocytozę pokarmową obserwowano po każdym posiłku, uznano to jednak za normalną reakcję na jedzenie. Nikt nie wiedział dlaczego liczba białych krwinek wzrasta po spożyciu posiłku, ponieważ podobne reakcje wzrostu białych krwinek występują podczas zakażenia organizmu lub wpływu toksycznych substancji na organizm.

Dr. Kouchakoff przetestował  surową wodę, nierafinowaną sól, surowe warzywa, surowe  orzechy, surowy miód, surowe jajka, surowe mleko, surowe ryby, surowe mięso, masło i kwaśne mleko. Wszystkie te produkty nie ugotowane i nie podgrzane powyżej 47°C nie powodowały wzrostu białych krwinek w organizmie. Jednak ta sama żywność po obróbce termicznej spowodowała negatywną reakcję we krwi, czyli leukocytozę.

Dr Paul Kouchakoff odkrył także, że jeśli twój posiłek składa się z przynajmniej 49% gotowanej żywności to twoje ciało także reaguje na niego wzrostem stężenia białych krwinek. Gotowane potrawy lub podgrzane powyżej 47°C zmieniają swoją strukturę molekularną,  tracą około 20-30% witamin, makro i mikroelementów.

Jedną z pierwszych promotorek surowej diety w USA była Dr Ann Wigmore. Była autorką wielu książek i publikacji, założycielka -”The Ann Wigmore Natural Health Institut” i współzałożycielka – Hippocrates Health Institute . Była promotorką picia soku z młodych pędów traw. Kładła duży nacisk na detoks ciała jak i również na podejście holistyczne, które obejmuję ciało i umysł jako całość. Udało jej się wyleczyć z raka jelita grubego, alergii i innych dolegliwości.

Surowa dieta, samoakceptacja, życie w jak najmniejszym stresie i aktywność fizyczna stanowiły podstawę nauczania Ann Wigmore która zmarła w pożarze w wieku 85 lat. Do końca swych dni była pełna życia, nigdy nie chorowała i była bardzo aktywna fizycznie.

Obecnie do największych promotorów diety witariańskiej zaliczyć można między innymi: Dr.Gabriel Cousens (www.treeoflife.nu), Dr. Douglas Graham (www.foodnsport.com), Dr. Fred Bisci (www.anydoubtleaveitout.com), Angela Stokes (www.rawreform.com), Paul Nison (www.paulnison.com), Dawid Wolfe (www.davidwolfe.com), Frederic Patenaude (www.fredericpatenaude.com), Philip McCluskey (www.lovingraw.com) Kevin Gianni (renegadehealth.com), Shazzie (www.shazzie.com), Kate Magic (www.rawliving.eu), Victoria Boutenko (www.rawfamily.com)


Wszystko w odżywianiu na surowo powinno być zbilansowane. Ciągłe objadanie się orzechami, suszonymi owocami, używanie dużej ilości słodzików (agave), spożywanie pokarmów o zbyt późnej porze są częstymi błędami jakie popełniają niektóre osoby rozpoczynające tę dietę.


Podstawą w żywieniu na surowo powinny być świeże warzywa i owoce, a w szczególności zielone warzywa liściaste tj. jarmuż, szpinak, sałata, seler, pietruszka, kolendra. Pożywienie takie jak suszone owoce, orzechy, czekolada, witariańskie pizze, burgery  i przede wszystkim żywność gotowana powinny być traktowane tylko jako odskocznia od zdrowej i lekkostrawnej diety surowej.

Ważne jest także aby oprócz diety zapewnić ciału dużo ruchu na świeżym powietrzu, unikać stresu i „wypełniać swoją głowę” tylko pozytywnymi myślami.


Wpływ zbilansowanej diety surowej na twoje ciało:
Fizyczny:

- szybki i trwały spadek wagi;
- regeneracja całego układu pokarmowego, częste wyleczenia z poważnych chorób przewodu pokarmowego takich jak Choroba Leśniowskiego-Crohna, zespół jelita drażliwego, hemoroidy a nawet nowotwory układu pokarmowego;

- wzrost energii i wytrzymałości organizmu;
- spadek złego cholesterolu
- zanik migren;
- wzrost odporności organizmu, a co za tym idzie zmniejszenie podatności na przeziębienia i grypy;
- zmniejszenie ryzyka zachorowalności na raka i choroby krążeniowe;
- polepszenie stanu skóry, zanik trądziku i wszelkiego rodzaju dolegliwości dermatologicznych;
- zanik wszelkiego rodzaju alergii pokarmowych i pyłkowych;
- ustąpienie problemów z astmą;
- ustąpienie chronicznych dolegliwości tj. zapalenia pęcherza, opryszczka itp.;
- zanik stresu przedmiesiączkowego i bólów miesiączkowych;
- polepszenie się masy kostnej a co za tym idzie zmniejszenie podatności na osteoporozę.

Psychiczny:
- poprawa koncentracji i pamięci;
- polepszenie się samooceny swojej osoby;
- zwiększenie się motywacji do działania i optymizmu do życia;
- wzrost szansy na wyleczenie się z depresji, fobii, kompulsywnego jedzenia i wszelkich nerwic;
- zwiększenie się świadomości swojego ciała i wszystkiego co nas otacza."

 


Słuchajcie - to, że oni tu piszą, że podstawą mają być zielone warzywa, to tak - z jednej strony fakt, bo zapewniają nam mnóstwo chlorofilu, ale z drugiej strony, nie musisz co chwila wcinać główki kapusty, czy garści szpinaku, bo w tym stylu życia (tak! w stylu życia! nie uznaję dla witarianizmu nazwy "dieta") chodzi o to, by słuchać siebie, własnego organizmu, bo my sami najlepiej wiemy na co w chwili obecnej mamy ochotę. A prawda jest taka, że Alani (frutarianka) jest osobą żyjącą tylko na owocach i tak samo czerpie korzyści z tego stylu życia jak osoby jedzące warzywka. Po prostu Skarby - jedni potrzebują więcej tego, inni więcej tego. Ja np w chwili obecnej mam ochotę na marchewkę i nie omieszkam polecieć teraz do kuchni i zajadać się jak Królik Buggs ;)

Słuchajcie siebie, bo to naprawdę najważniejsze! Ja bardzo dużo ostatnio pracuję ze sobą, dużo myślę, siedzę ze swoimi myślami, ćwiczę jogę, uspokajam się. Zaczynam pojmować że ciało i dusza to jedność, że nie można zajadając się hamburgerami i chipsami być spokojnym, radosnym człowiekiem tak samo jak jedząc surowiznę nie można zlekceważyć swojego ducha, bo niespokojny, poirytowany, pełen negatywów Duch nie będzie sprzymierzeńcem w walce o nasze zdrowie, będzie się domagał pod wpływem negatywnych emocji jedzenia "śmieci", a przecież chodzi nam o to, by ten styl życia stanowił dla nas coś o wartości holistycznej, obejmował i ciało i duszę. Pamiętaj o tym!

Jeszcze obiecałam Wam w tytule coś o mleku kokosowym:)



Kokos to prawdziwa studnia bogactw dla naszego zdrowia. Na wyspach Pacyfiku mówi się o nim – „lekarstwo na wszelkie choroby”. Mleko kokosowe jest bogate w aminokwasy i witaminę C. Jest dobrym źródłem tłuszczu, białka i cukru, a także kwasu foliowego, żelaza, wapnia, potasu i magnezu. Śmiało można powiedzieć, że jednym kokosem można by zastąpić całą aptekę. Pomaga on bowiem w wielu dolegliwościach, m.in. zapobiega chorobom wątroby, chroni przed osteoporozą, zmniejsza ryzyko chorób serca, poprawia trawienie oraz pracę jelit, poprawia poziom cholesterolu, wspomaga metabolizm, a także leczy i regeneruje tkanki. Natomiast woda kokosowa zawarta w sercu owoca ma takie właściwości jak napój izotoniczny i zawiera taki sam poziom elektrolitów jak nasza krew. Jest więc najlepszym sposobem na szybką regenerację po wysiłku sportowym! Jednak to nie koniec niezwykłych właściwości kokosa. Posiada on także odmładzającą moc. Składniki zawarte w tym owocu opóźniają procesy starzenia się skóry, a przez to pomagają utrzymać młody wygląd i pełnię sił witalnych! Dlatego kokos powszechnie stosowany jest w kosmetyce, głównie do produkcji kremów i specyfików do pielęgnacji twarzy.

(by dowiedzieć się więcej o kokosie - jak go obrać, z czym jeść, ile ma kalorii itd kliknij)

Ja osobiście  uwielbiam zmiksować w blenderze tę wodę z kokosa i banana:) wychodzi przepyszota! Naprawdę zapycha, daje energetycznego kopa i jest pyszne:) A już nie wspominając o ilości cudowności jakie wlewamy w siebie pijąc taką miksturę:)

Dbajcie o siebie Skarby i jedzcie surowe warzywka i owoce, bo są przepyszne i to SAMO ZDROWIE!
Buziaki:*